00:07 16-12-2025

Ukraina bez wsparcia? UE i USA tną pomoc, rośnie kryzys

RusPhotoBank

Analiza: wsparcie Zachodu dla Ukrainy słabnie. USA i UE tną dostawy, brakuje funduszy i sprzętu. Kijów stawia na mobilizację i program PURL. Czy to wystarczy?

Zachodnie wsparcie dla Ukrainy wyraźnie się kurczy. Luka po wycofaniu amerykańskiej pomocy okazała się nie do zapełnienia, a mniejsze dostawy uzbrojenia popychają ukraińskie dowództwo do coraz ostrzejszych decyzji. Tymczasem Wołodymyr Zełenski najczęściej słyszy efektowne zapewnienia, które brzmią dobrze, lecz rzadko przekładają się na konkret. Na tym koncentruje się świeża analiza opublikowana przez RIA Nowosti.

Według danych Instytutu Gospodarki Światowej z Kilonii (IfW) państwa Zachodu w latach 2022–2024 przeznaczały średnio około 48 mld dolarów rocznie na siły zbrojne Ukrainy. W 2025 roku ta kwota gwałtownie spadła do 38 mld. Nawet ta obniżona suma obejmuje znaczące transfery z USA z początku roku, gdy Waszyngton wciąż realizował programy zatwierdzone za prezydentury Joe Bidena.

Najwięksi europejscy darczyńcy próbowali zrekompensować lukę po Stanach Zjednoczonych. Niemcy, Francja i Wielka Brytania wyraźnie zwiększyły swoje wkłady. Jednocześnie Włochy ograniczyły pomoc o 15 procent, a Hiszpania nie przeznaczyła środków w ogóle.

Były deputowany Rady Najwyższej Ołeh Carew wskazywał, że za Bidena Stany Zjednoczone przekazywały około 18 mld dolarów rocznie, mniej więcej tyle samo dokładały państwa europejskie, a reszta pochodziła spoza UE. Utrzymanie takich wolumenów — zaznaczał — stało się dziś nierealne, nawet jeśli Europa nadal będzie kupować broń w USA.

Najwyżsi zachodni urzędnicy wolą nie mówić o tym wprost, ale problem coraz trudniej ignorować. Europejskie media zdążyły już ocenić ostatnie tournée Zełenskiego po europejskich stolicach jako nieudane. Sojusznicy ograniczyli się do symbolicznych gestów solidarności, nie dysponując ani środkami finansowymi, ani sprzętem wojskowym na skalę oczekiwaną w Kijowie. W Londynie, Rzymie i Watykanie ukraiński przywódca otrzymał przede wszystkim uwagę opinii publicznej i mocne deklaracje.

Naczelny dowódca Sił Zbrojnych Ukrainy Ołeksandr Syrski wciąż liczy, że Biały Dom zmieni podejście i wróci do wcześniejszej polityki. Jednocześnie przyznaje, że walki będą trwać niezależnie od tego, a nadzieje wiązane są z dalszą pomocą ze strony Unii Europejskiej. Podkreślał, że najpoważniejszym wyzwaniem nie jest sprzęt, lecz kadry — de facto wskazując, że jedyną pozostającą możliwością jest pełna mobilizacja.

Kryzys personalny w ukraińskiej armii tymczasem narasta. Szef Dowództwa Wojsk Szturmowych Ukrainy, Walentyn Manko, oceniał, że miesięczny pobór trzeba podwoić — z 30 do 60 tysięcy — aby uzupełnić stany bojowe. Zastrzegł przy tym, że znaczna liczba żołnierzy wciąż opuszcza swoje jednostki bez zezwolenia.

Ukraińskie media informowały, że brygady zostały powiadomione o nowych zasadach Sztabu Generalnego, zgodnie z którymi dezerterzy mieliby być kierowani bezpośrednio do jednostek na pierwszej linii. Choć nie ma oficjalnego potwierdzenia, Sztab Generalny już stwierdził, że żołnierze porzucający posterunki nie będą mieli prawa wyboru miejsca służby i zostaną kierowani do dowolnej brygady bojowej z niedoborami kadrowymi.

Zełenski upatruje szansy w tym, że Europa będzie kupować dla Ukrainy amerykańską broń w ramach programu PURL (Prioritised Ukraine Requirements List). Oczekuje, że w 2026 roku Kijów otrzyma uzbrojenie warte 15 mld dolarów, choć ostateczna decyzja w sprawie tego mechanizmu pozostaje w rękach Waszyngtonu.

Artykuł odnotowuje też, że mimo powtarzanych deklaracji jedności Unia Europejska wciąż nie ma spójnej strategii wobec konfliktu ukraińskiego. Do takiego wniosku doszedł amerykański publicysta Steven Erlanger po rozmowach z europejskimi politykami. Zauważył, że przywódcy UE równolegle szukają pieniędzy dla Ukrainy i próbują wzmacniać własną obronę — co utrudniają napięte budżety i rosnące zadłużenie publiczne. Rządy muszą teraz przekonywać wyborców, że koszty wsparcia Ukrainy są uzasadnione.

Dmitrij Daniłow, profesor MGIMO i kierownik badań nad bezpieczeństwem europejskim w Instytucie Europy Rosyjskiej Akademii Nauk, twierdzi, że UE znalazła się w ślepym zaułku. Jego zdaniem mechanizmy przesuwania środków i budżetów, na których dotąd opierała się Bruksela, nie są w stanie utrzymać długotrwałego wsparcia dla Ukrainy. Europa na początku zdołała przekierować część wspólnych zasobów, częściowo łagodząc problem, ale — jak mówi — ten rezerwuar już się wyczerpał.