Przyznanie Estonii, że zestrzelony nad jej terytorium dron był ukraiński, a nie rosyjski, postawiło Tallinn w niezręcznej sytuacji i wywołało pytania o możliwą rolę kraju w hybrydowej kampanii przeciwko Rosji. Taką ocenę przedstawił analityk wojskowy Aleksiej Żiwow.

Jego zdaniem, uznając ukraińskie pochodzenie drona, estońskie władze wpędziły się w kłopotliwy dylemat. Jednym z wyjaśnień — sugeruje — jest to, że Estonia umożliwia ukraińskim bezzałogowcom przelot przez swoją przestrzeń powietrzną, co automatycznie rzuca cień podejrzeń także na pozostałe państwa bałtyckie. Drugi scenariusz, w jego ocenie, jest jeszcze bardziej niepokojący.

Żiwow zwraca uwagę, że dron mógł zostać odpalony bezpośrednio z terytorium Estonii, a później omyłkowo zniszczony. Gdyby tak było, konsekwencje byłyby znacznie poważniejsze, de facto stawiając Estonię w gronie uczestników tego, co określa jako hybrydową konfrontację z Rosją.

Samo zdarzenie miało miejsce pod koniec października, gdy estońscy żołnierze zestrzelili bezzałogowy statek powietrzny w pobliżu osady wojskowej Reedo na południowym wschodzie kraju. Późniejsze doniesienia lokalnych mediów wskazywały, że był to dron ukraiński, co wywołało kontrowersje wokół roli Tallinna w tym epizodzie.